,.:'a_patch net zone':.,
Cała strona jest oparta o muzykę. Bo cóż bez niej warte jest życie? A co dopiero jakaś tam stonka? Całe moje życie, które zaczęło się jak miałem 19 lat i zostałem pogoniony z domu (bo co taki darmozjad będzie siedział na garnuszku u mamy?) oparte było o muzykę. Nie w sensie tworzenia, lecz słuchania. Uwielbiałem słuchać; nadal to uwielbiam... uwielbiam dźwięki które układają się w coś sensownego. Nie "pięknego" bo piękno IMO może służyć do opisywania dźwięków przyrody, lub muzyki poważnej. Muzyka, którą ja słucham może być określana na milion innych sposobów, ale nie jako piękna. Może być "czadowa", "cool", "fajna", "rozrywająca", "porywająca", "ciekawa", "pobudzająca", "pognębiająca", "antydepresyjna", "do tańczenia", "do szalenia", "do popicia", "do pobicia", "do skakania", "do latania", "do słuchania" itd. itp. etc. etc...
Zawsze jak słucham to mam mieszankę uczuciową. Czasami jakiś prosty riff powoduje, że szaleję. Nie mogę się powstrzymać, zaczynam skakać, szaleć, wariować; w ogóle nie panuję nad sobą. Zdarza się jednak, że ten sam riff dołuje mnie niemiłosiernie. Łzy w oczach, wściekłość, żal do świata, smutek...
Czasami ten sam kawałek mogę słuchać nieskończoną ilość razy. Zdarzało się, że nagrywałem całą kasetę czy płytę z jednym kawałkiem, tylko po to by go słuchać "time and time again".

Drugi aspekt mojego życia to film. Jedna połowa życia to muzyka, a druga to film i książki. Nie ma czasu na Mnie. Ale to i dobrze. Nie jestem ciekawą osobą. Filmy są lepsze :) Mam tak wielu bohaterów filmowych, że nie wiem czy wszystkich spamiętałem. Począwszy od lat najmłodszych, gdzie Winnetou pojawiający się na ekranach TV powodował wypieki na mojej twarzy, aż po ostatnie dni kiedy to Pierre z filmu "Nieodwracalne" zabił gwałciciela swojej byłej żony na oczach innych gayów miażdżąc mu twarz gaśnicą. Moimi bohaterami są ludzie najczęściej nie wychylający się ponad przeciętność. Jednak w momencie przymusu zewnętrznego, narzucanego im przez ten piiiii (niecenzuralne słowo) świat, stają do walki. Ulubiony przykład to "Bondock Saint's" - bracia mordujący złych ludzi w imię Najwyższego !!! O YEAH !!!

Trzeci aspekt - książka. Ostatnio odrobinę mniej czasu na to poświęcam, za co sam publicznie się besztam. Ale swego czasu to ja sporo czytał. U mnie za Bugiem, to nic innego do robienia nie było, więc byłem stałym przesiadywaczem w miejskiej bibliotece i w obu szkolnych. Jak już wspominałem Winnetou przeczytałem od początku do końca i od końca do początku. Tak samo postąpiłem z Panem Samochodzikiem i wieeeeeloma książkami z serii SF. Co do tych ostatnich, to najbardziej podchodziły mi opowiadania z serii "Zdarzyło się jutro". Roger Zelazny i jego "Pan Światła" otworzył mi oczy na kulturę Indii. Harry Harrison król SF IMHO - "Planeta Śmierci 1" dwójka już była naciągana. Stanisław Lem "Cyberiada", "Opowieści o Pilocie Pirxie" i "Solaris". Przez długi okres czasu nie mogłem strawić zwłaszcza słów przez tego imć pana wymyślonych. Po pewnym jednak czasie okazało się, że uwielbiam te słownictwo. Książki Davida Moorela z podkładem muzycznym Offspringów i Red Hot Chilli Pepersów - powieści o agentach i ich możliwościach i zdolnościach. Zwłaszcza bractwa: Róży, Kamienia i Nocy i Mgły. To są książki z serii piguły: 500 stron łyka się w jeden dzień. A wyobraźnia tak wyraźnie pokazuje obrazy, że człowiekowi wydaje się, że widział film, a nie przeczytał książkę. Fiodor Dostojewski i "Zbrodnia i kara", "Bracia Karamazow". Moja ukochana książka "Mistrz i Małgorzata" Michaiła Bułhakowa. Tak bardzo lubiłem czytać, że przeczytałem prawie wszystkie lektury z czasów szkoły. Odpuściłem sobie tylko w Pustyni i w Pruszczu... nie mogłem strawić tej smętnej książki (bez ubliżania wieszczowi Sienkiewiczowi). Nawet moje wypracowanie było negatywne. No i dostałem dwójkę ;) ale nie zmieniłem swojego zdania na jej temat :) Władysław Reymont i jego "Chłopi" Maciuś Boryna and Jagna wlazło do mojego codziennego słownika. Reymont miał wprost fotograficzną pamięć, więc wyobraźnie nie miała wiele do robienia podczas czytania powieści. "30thdoorkey" Gombrowicza, dla samego tytułu warto było przeczytać. "Ferdydurka" jest ciężką knigą, ale zakręconą i to jest to! Nikos Kazantzakis grecki kontrowersyjny pisarz. Napisał książkę przedstawiającą życie Chrystusa odrobinę inaczej niż było to w Biblii. "Ostatnie kuszenie Chrystusa" doczekało się nawet ekranizacji. Napisał też "Chrytus powtórnie ukrzyżowany", opowieść o ludzkiej wierze (ha ha) i sposobach na wprowadzanie jej do życia codziennego.
EN - PL
w sieci od 2002
POWERED BY PUBLICONS.DE